Wywiad ze Sławkiem Peszko PDF Drukuj Email

zdjesp

Już od najmłodszych lat wykazywał się wyjątkową sprawnością ruchową. Od dziecka miał też jeden życiowy cel - zostać dobrym piłkarzem. Chociaż ciężka choroba w dzieciństwie omal nie przekreśliła jego planów, ambitnie i uparcie realizował swoje zamierzenia, krok po kroku idąc do przodu. Dziś jest podporą jednej z najlepszych polskich drużyn klubowych, a według niektórych ekspertów, jego debiut w kadrze jest początkiem wspaniałej przyszłości w piłkarskiej reprezentacji Polski. Sławomir Peszko, skromny chłopak z Jedlicza, jest przykładem, jak swoje śmiałe plany można przekuwać w rzeczywistość, a pracowitością i konsekwencją dochodzić do realizacji marzeń.

  

Z.J.: Jeśli założymy, że w życiu piłkarza lata liczymy, jak sezony piłkarskie, czyli od jesieni do lata, to właśnie niedawno zakończył się dla Sławomira Peszki najlepszy rok w karierze. Transfer do dobrego klubu, udane występy w lidze i w europejskich pucharach, zdobycie Pucharu Polski, awans do reprezentacji kraju. Czy można było wymarzyć sobie więcej?

 

S.P.: Rzeczywiście, ten rok był w mojej karierze rokiem przełomowym. Zaczynając od transferu z Wisły Płock do Lecha Poznań, a kończąc na powołaniach do kadry. Wszystko potoczyło się w szalonym tempie. Jedynej rzeczy jakiej zabrakło, to mistrzostwo kraju, które uciekło nam w ostatnich kolejkach sezonu, a tak naprawdę to przegraliśmy je remisami w Poznaniu. Tylko to jedno mnie rozczarowało.

 
Z.J.: Choć z Jedlicza wyjechałeś już kilka lat temu, z pewnością tutaj masz i zawsze mieć będziesz swoich najwierniejszych kibiców. Poza tym tu jest twój dom rodzinny, tu mieszkają twoi najbliżsi. Nie często jednak możesz ich odwiedzać.

 

S.P.: Szkoda, że Jedlicze jest tak daleko od Poznania, bo na pewno byłbym tu częściej. Niestety z braku czasu w rodzinnym mieście jestem tylko dwa razy w roku i to zaledwie kilka dni. W Jedliczu mam nie tylko rodzinę, ale sporo swoich zagorzałych sympatyków, którzy mnie wspierają i dopingują. To mnie nie tylko bardzo cieszy, ale i dodatkowo motywuje, gdyż wiem, że oni szczególnie na mnie liczą.


Z.J.: Twoi znajomi pamiętają, że od dziecka wyróżniałeś się wśród rówieśników wyjątkową sprawnością ruchową. Ponoć umiejętność chodzenia opanowałeś już w wieku 8 miesięcy?


S.P.: Rzeczywiście podobno wcześnie zacząłem raczkować, ale nie pamiętam dokładnie (śmiech). Wiem jednak, że od dziecka chciałem zostać piłkarzem, więc mnóstwo czasu spędzałem na boisku czy w innych miejscach, gdzie tylko można było pograć w piłkę. Siłą rzeczy ta sprawność ruchowa była bardzo dobra i nigdy na przykład nie miałem problemów z nadwagą, co dla zawodnika jest bardzo istotne.


Z.J.: Był w dzieciństwie jednak moment, że twoje zdrowie było zagrożone.

 
S.P. Tak, w wieku 11 lat miałem poważne problemy z nerkami, które skończyły się operacją. Czasami miałem moment zwątpienia, czy w ogóle będę mógł uprawiać futbol. Na szczęście wszytko ułożyło się dobrze i po kilku tygodniach wróciłem do treningów. Oczywiście nie zaniedbuję tej choroby i raz na rok robię badania kontrolne.

 

Z.J.: W Jedliczu szkołę skończyłeś z wyróżnieniem. Czy wśród twoich wychowawców czy nauczycieli byli ludzie, którzy w sposób szczególny zapadli w twojej pamięci?
 
S.P.: Wyróżnienie miałem tylko na zakończenie podstawówki. Wcześniej w nauce jakimś wielkim orłem nie byłem, ale nigdy też nie miałem problemów. Doskonale pamiętam większość swoich nauczycieli. Do dziś jestem im wdzięczny za wyrozumiałość dla moich częstych nieobecności


Z.J.: Futbol zacząłeś uprawiać w Nafcie Jedlicze. Jaką rolę w twojej karierze odegrali pierwsi trenerzy? Powiedz, jak trafiłeś stąd do Wisły Płock?


S.P.: Tu muszę wymienić choćby Janka Stanisza czy Piotrka Młocka, u których uczyłem się piłkarskiego rzemiosła. Wiele im zawdzięczam, szczególnie temu pierwszemu. Moje przejście do Płocka nie zasiliło konta bankowego Nafty w jakichś imponujących rozmiarach, gdyż miałem 15 lat i nie było mowy o dużych pieniądzach.

 

Z.J.: Wielu młodych ludzi marzy o karierze sportowej. Jakie warunki muszą być spełnione, by w sporcie odnieść sukces? Czy masz jakieś rady dla tych, którzy chcą iść w ślady Sławomira Peszki?

 

S.P.: Nie da się ukryć, że trzeba mieć trochę talentu i ogromnie dużo szczęścia. Szczęściu jednak można pomóc swoim zaangażowaniem i poświęceniem się w całości dla piłki. Bez tego nie ma szans na sukces. Ważne jest też, by wierzyć w siebie i dążyć do celu, nie załamywać się po niepowodzeniach i przede wszystkim grać w piłkę z miłości do niej. Bardzo chciałbym, żeby kolejni zawodnicy młodego pokolenia z Jedlicza wybili się i zrobili w futbolu karierę.

 

Z.J.: Szybki rozwój kariery, popularność czy w końcu spore pieniądze, to dla młodego człowieka nie tylko oznaka sukcesu, ale również ryzyko pojawienia się tzw. „wody sodowej”. Wielu utalentowanych sportowców nie poradziło sobie z tym wyzwaniem. Czy dostrzegasz podobne zagrożenia?


S.P.: Pochodzę z rodziny, w której pieniądze nigdy się nie przelewały, toteż poznałem wartość każdej złotówki. Jestem wdzięczny rodzicom, bo w domu rodzinnym zostałem wychowany w przywiązaniu do skromności, więc w związku z tym, raczej nic mi nie grozi. Jestem jednak jeszcze młodym człowiekiem i podobnie, jak u wielu moich rówieśników, przytrafia mi się czasem wejść w jakiś życiowy zakręt. Jednak wówczas, jak najszybciej staram się powrócić na prostą.

 

Z.J.: Utrzymywanie wysokiej formy, oprócz rzecz jasna ciężkiej pracy na treningach, wymaga wielu wyrzeczeń. Czy rygory życia zawodowego sportowca są bardzo uciążliwe? Jak często możesz sobie pozwolić na smakołyki z kuchni mamy, czy na piwo z kolegami?


S.P.: Piłka nożna jest bardzo czasochłonnym sportem, który rzeczywiście wymaga wielu wyrzeczeń. Często zdarza się, że na siedem dni w tygodniu, w domu jestem w tylko trzy. Resztę spędzamy w podróżach i hotelach. Siłą rzeczy nie ma czasu na jakieś wyjścia wieczorne, a już w ogóle nie ma mowy o jakiekolwiek zabawie w trakcie sezonu. Uważać trzeba również na to co jemy, pijemy czy jakie leki przyjmujemy. Jednak, gdy przyjeżdżam do domu na wigilię, wtedy nic sobie nie odmawiam i jem praktycznie wszystko co mama przygotuje.

 

Z.J.: Zmiany nastąpiły też w twoim życiu osobistym…


S.P.: Moje życie prywatne, podobnie jak piłkarska kariera, toczy się bardzo szybko. W styczniu zmieniłem stan cywilny, a już w październiku z moją żoną Anią spodziewamy się córeczki!!!!!!!!!!!! Bardzo z tego powodu jesteśmy szczęśliwi.


Z.J.: Twoja dynamicznie rozwijająca się kariera nabrała w ostatnim okresie iście imponującego tempa. Gdzie zlokalizowany jest twój cel sportowy? Dokąd zmierza piłkarz Sławomir Peszko?

 

S.P.: Moim marzeniem zawsze były występy w piłkarskiej reprezentacji Polski. Gdy ten cel udało się osiągnąć, to bardzo chciałbym w kadrze zadomowić się na dłużej i wystąpić w niej na Mistrzostwach Świata czy Europy. Pragnąłbym jeszcze zdobyć z Lechem Mistrzostwo Polski, a później spróbować swych sił w dobrym zachodnim klubie. To są sportowe cele Sławomira Peszki, do których będę niezłomnie dążył.

 

Z.J.: Gorąco życzę spełnienia tych ambitnych planów w imieniu swoim i wszystkich twoich fanów z rodzinnych stron. Niech omijają cię kontuzje, byśmy mogli długo jeszcze cieszyć się twoją grą. Jesteśmy przekonani, że twoja kariera będzie obfitować w znaczące sukcesy, które sprawią wszystkim kibicom w Polsce mnóstwo radości.

 

S.P. I ja chciałem serdecznie pozdrowić wszystkich kibiców futbolu, zwłaszcza moich sympatyków z Jedlicza. Wasze wsparcie, które wyczuwam przy wielu okazjach, jest dla mnie bardzo ważne. Zrobię wszystko, żeby was nie zawieść.. 

 

 

zdjasp

Sławomir Peszko

Wiek: 24

Wzrost: 174

Waga: 67

Przebieg kariery (kluby):Nafta Jedlicze, Wisła Płock, Lech Poznań

Ilość meczy w ekstraklasie: 111

Bramki w ekstraklasie: 5

Ilość meczy w europejskich pucharach: 13

Bramki w europejskich pucharach: 3

Ilość meczy w reprezentacji Polski: 3

zdjcsp

 

Rozmawiał: Zygmunt Jerzyk

 

 

Zapraszamy do galerii

 
 
 

Szukaj

Losowe zdjęcie

Kolejne pytania
Image Detail

Dodaj do ulubioych...